Piwna Subkultura – blaski i cienie.

Piwna Subkultura – blaski i cienie.

Powodem tego artykułu są dwa teksty, Jerrego z Jerry Brewery oraz Artura, dzięki którego uprzejmości czasem publikuję swoje teksty na polskicraft.pl. Generalnie rzecz ujmując, wszystko zaczęło się od krótkiego stwierdzenia Artura „(…) problem jest taki że wykształciło się coś na wzór craftowej subkultury co niestety jest smutnym i negatywnym zjawiskiem.” Teksty znajdziecie tutaj: Jerry’ego i Artura.

Czy wykształciła się piwna subkultura?

Jak najbardziej uważam że tak. Zazwyczaj jeśli jest grupa ludzi mająca podobne hobby, czy to muzyka, survival, gry rpg, czy cokolwiek innego, ta grupa prędzej czy później nabierze pewnych cech subkultury. W przypadku beergeeków czy fanów piw craftowych jest to dosyć wyraźnie widoczne. Pomijam już rodzaj pitego piwa, t-shirty, gadżety i wielogodzinne przesiadywanie w multitapach czy na forach tematycznych, czy nawet warzenie piwa w domu. Oczywiście nie każdy kto pija piwa craftowe czy czasami chodzi do multitapu, czuje się częścią tej subkultury. Tak jak nie każdy kto słucha heavy metalu, ma długie kudły i czarną bluzę z czaszką czuje się metalowcem. Ba, zapewne większość konsumentów się aż tak nie angażuje, tylko spokojnie popija dobre piwo.

Czy to dobrze, że taka grupa istnieje?

Cóż, według mnie tak. To właśnie ten krąg zapaleńców, począwszy od blogerów, przez barmana który wita Cię w barze (z uśmiechem wykraczającym poza zwykły obowiązek pracownika i potrafi Ci powiedzieć wszystko o tych kilkunastu bądź kilkudziesięciu piwach na kranach), przez browar który kiedy wrzucasz na facebooka zdjęcie ich piwa z podpisem „zajebiste” odpisuje Ci „dzięki” albo na info o tym że gdzieś jest wada odpowiada „sprawdzimy to”. Po innych beergeeków, którzy na forum czy w barze wyjaśnią Ci jak powstaje flanders albo doradzą w jaki sposób uwarzyć tego Twojego pierwszego domowego stoutu. To właśnie ten krąg zachęca do próbowania nowych gatunków piwa, zaraża swoją pasją, pozytywną energią i poszerza kulturę picia piwa bardziej niż najlepiej uwarzone piwo.

Czy społeczność craftowa jest bez wad?

Oczywiście że nie. Postaram się kilka wymienić, ale najpierw wspomnę o czymś co do subkultury nie należy:
Cena piwa, złe informacje na etykiecie, wypuszczanie wadliwych piw, a nawet „płatne recenzje”. O ile dla świata piwa craftowego te motywy są szkodliwe bez wątpienia, to nie jest to jednak kwestia subkultury, a biznesu. Posłużę się tutaj analogią z subkultur muzycznych: bluzy zespołów heavy metalowych potrafią kosztować i po 200 zł. Dla mnie jest to lekki absurd. Ale nie jest to kwestia subkultury, a biznesu i zysku sklepu, który je sprzedaje. Jest to cecha wspólna dla subkultury metalowców, rockowców czy hip-hopowców. Dlatego polemikę typu „piwo powinno być tańsze”, „12 zł za Ale Cocones to przesada” czy „tylko 0,3 na festiwalu?” proponuję zostawić na inną okazję.

Jakie są zatem wady tej subkultury?

Pierwsza i największa to ta, która występuje absolutnie wszędzie: hejterzy. W zeszłym roku zauważyłem coś, co mnie osobiście lekko zszokowało: oczekiwanie aż browary craftowe zaczną upadać. Nie zrozumcie mnie źle, to oczywiste że niektóre zakończą działalność, a to drogi się rozejdą, być może jakiś browar stwierdzi że taka działalność jest dla nich nieopłacalna… Jest to jak najbardziej logiczne. Na ich miejsce pewnie powstaną nowe. Ale żadnemu z naszych browarów craftowych nie życzę żeby działalność zakończył. Jeśli robi kiepskie piwa, to mam nadzieję że zacznie warzyć lepsze, a nie że zbankrutuje. Na pewno nie siedzę, czekając aż wreszcie któryś spektakularnie splajtuje i nie wylewam żółci jakie to polskie browary są …ujowe (niejedno się na niektórych forach widziało).

Tutaj mały przerywnik na coś, co niektórzy poczytują za wadę piwnej subkultury:

Snobizm – Trzy aspekty:

  • Pęd za modą. Piwo craftowe jest modne, więc je piję, nie to co plebs. Tych gości, w rurkach, z iphonami i w wielkich okularach niedługo zobaczycie wszystkich w jednym barze, jak już się Brewdog otworzy w Warszawie. Jak każdy pęd za modą, zwisa mi to i powiewa. Aczkolwiek Ci goście nie bardzo do piwnej subkultury należą, piwo craftowe piją tylko dlatego że to modne, za jakiś czas przerzucą się na whisky, a rano i tak idą do starbucksa. Nie hejtuje tutaj też hipsterów, którzy są na craft szczerze zajarani. Bo tacy też na pewno są.
  • Piwo craftowe jest najlepsze. Może nieco teraz stereotypem pocisnę, ale ten gatunek „piwosza”, czyli „koncerniak Twój wróg”, zazwyczaj dopiero co przesiadł się z Perły albo Namysłowa na Atak Chmielu i Rowing Jacka. Czasem irytują, czasem śmieszą. Chciałbym tylko zauważyć, że mają swoich odpowiedników po drugiej stronie barykady, to Ci ludzie którzy po spróbowaniu AIPY stwierdzają, że „to nie jest piwo”, „na pewno tam chemii dowalili” itp. Również nie zaliczyłbym ich do piwnej subkultury, to taki odpowiednik gościa który odkrył po przesłuchaniu „fear of the dark” że kocha Iron Maiden i musi zapuścić długie włosy, jednocześnie próbuje namówić do słuchania metalu wszystkich znajomych.
  • Snobizm pozytywny – ok, uważam się za piwnego snoba. Bo kiedy przychodzą do mnie goście, albo jest jakieś święto, z dumą wyjmuję skarby z mojego barku, i częstuję Imperialnymi Stoutami, Imperialnymi Porterami itp. Podając piwo w odpowiednim szkle i odpowiedniej temperaturze, z uśmiechem słuchając puknięcia korka z belgijskiego piwa. Starając się oględnie powiedzieć co to mniej więcej jest za piwo, jeśli osoba częstowana nie siedzi w temacie. Oczywiście, jest to część kultury serwowania piwa, ale też pewien snobizm. Zwłaszcza, że już samo kupowanie piwa za kilkadziesiąt złoty na snobizm zakrawa. Dla mnie to ten pozytywny snobizm, jaki jest również u osób wielbiących dobre wino czy whisky. Nie mam też problemu odmówić wypicia Harnasia. Jeśli o kimś wiadomo że lubi dobre wino, to częstowanie go „siarkofrutem” byłoby według mnie faux pas, dlatego ja też nie wypiję kiepskiego piwa którego nie lubię. Ok, jeśli ktoś chociaż poszedł to Tesco i kupił Rebela, to z uśmiechem podziękuję i tylko z samej ciekawości, spróbuję. Ale z Tatrą to do mnie nie podchodź.

Moda na coś wbrew piwnej kulturze.

Ten motyw kilka razy mnie lekko zirytował. Pamiętacie Shakergate? O ile bulwers na to, że shaker będzie szkłem festiwalowym był lekką przesadą. To późniejsze udowadnianie, że z shakera też da się pić, ironiczne teksty o fali przeciwników shakera tłukącej wszystkie szklanki w multitapach i wychwalania „doniczek” mnie lekko zażenowało. Tak, shaker służy do picia, jest wygodny dla obsługi baru i kiedy chcę się napić lekkiego apa czy bittera do hamburgera jak najbardziej spełni swoją rolę. Jednak nie jest to szkło degustacyjne i nie jest to szkło do każdego piwa. Odpowiednie szkło do danego gatunku piwa jest ważną częścią piwnej kultury i shaker do RISa nie pasuje.
Drugą taką sprawą, co do której mam podobne odczucia, był inny tekst Jerrego, o BJCP Nazi. A raczej żarciki, które się pod nim pojawiły, o przyrządach do pomiaru BLG, niedługo w każdym multitapie itp. Ja osobiście nigdy nie spotkałem osoby, która by się przyczepiła „to nie jest APA, bo ma o pół stopnia BLG za mało”. Co prawda sam mogę uchodzić za „BJCP nazi”. Cholernie mnie irytuje, kiedy kupuję piwo opisane jako np. sweet stout, a dostaję american dry stout i lekko żenuje, kiedy piwo które pachnie jak apa, smakuje jak apa, ma ekstrakt, alkohol i IBU jak apa nazywa się session IPA (wiem, session IPA lepiej się sprzedaje). Do tego nie boję się użyć stwierdzenia, że coś jest „niestylowe”, jak np. niskie wysycenie w porterach bałtyckich. BJCP nie jest dla mnie wyrocznią i nie muszę zerkać w pdf’a żeby wiedzieć co piję. Natomiast odniosłem wrażenie że niektórzy przy okazji tematu ‚BJCP nazi’ uważają odwoływanie się do BJCP jako coś złego. Według mnie znajomość wytycznych BJCP to raczej pozytyw, nie zawsze są one co prawda zgodne ze zwyczajami i nie zawsze nadążają za piwną kulturą. To najpierw browary i beergeecy np. tworzą nowe style, a dopiero potem BJCP je uznaje (np. American Strong Ale). Dlatego jeśli kiedyś odwołałeś się do BJCP i jest to zgodne z Twoimi odczuciami sensorycznymi, to tylko kolejny argument na plus. Określenia „bjcp nazi” nadal będą po prostu pustym hejtem.

Takich akcji w piwnej subkulturze, zwłaszcza w piwnej blogosferze pewnie będzie więcej. Są irytujące, uważam je za szkodliwe, to taka chwilowa moda na hejt jakiejś części kultury czy subkultury piwnej. Ale generalnie piwną subkulturę postrzegam jako bardzo pozytywną grupę. Wasze zdrowie!

Obraz: https://pixabay.com

About Michał Mamica

Wielki fan dobrego piwa, dobrej herbaty oraz ciężkiej muzyki. Miłością do herbat zaraził mnie ojciec, do muzyki ojciec z siostrą, miłością do piwa zaraziłem się sam w ramach poszukiwania intensywnych smaków oraz aromatów. W wolnych chwilach zdarza mi się wziąć ołówek w łapy i od czasu do czasu popełnić również jakieś rysunki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *