Raw Craft Beer

Raw Craft Beer, czy warto iść na wojnę z dodatkami w piwie?

W ostatnich miesiącach zorientowałem się, przeglądając piwne newsy i zerkając na półki sklepowe, że coraz trudniej jest kupić i wypić po prostu piwo. O wiele lepiej sytuacja nie wygląda w pubach. Co prawda jest zawsze na kranach podpięty pils lub pszenica, co często jest niezbyt przyjemnym, ale jakimś wyjściem. Otóż ogarnęło polskim piwowarstwem jakieś niekończące się szaleństwo warzenia piw z dodatkami. W przypadku dużych browarów, które są na rynku od około pięciu lat sytuacje nie jest jeszcze zła. Zawsze jest dostępna w ofercie jakaś zwykła IPA czy Stout. Natomiast młode inicjatywy (pomijając fakt, że nie powtarzają swoich pierwszych piw) bardzo często eksperymentują z dodatkami. Jeżeli doliczymy do nich browary z ugruntowaną pozycją to okazuje się, że zdecydowana większość piw pojawiających się na naszym rynku jest właśnie z dodatkami. Czy istnieje potrzeba by tworzyć nową jakość pod nazwą Raw Craft Beer?

Jak wiemy pomysłowość człowieka nie zna granic i ta zasada przekłada się również na piwowarstwo. Postaram się dla Was podzielić dodatki używane przy produkcji piwa na trzy grupy:

  • tradycyjne – wszelkiej maści płatki zbożowe, przyprawy, soki i pulpy owocowe, kawa, herbata, laktoza, zioła, płatki dębowe, cukier, miód
  • szalone – mięso, warzywa, owoce morza, słodycze, ryby
  • niezgodne z duchem craftu (bluźniercze) – aromaty naturalne i sztuczne

Piwna rewolucja przyszła do nas zza oceanu, a dokładnie ze Stanów Zjednoczonych. Wszystko zaczęło się od Anchor Brewing Company, który w 1975 roku uwarzył piwo Anchor Liberty Ale. Piwni eksperci przyjmują, że jest to pierwszy trunek, który może być uznany jako nowofalowy amerykański Ale (późniejszy styl APA). Jak łatwo wyliczyć piwna rewolucja trwa już w Ameryce od przeszło czterdziestu lat. Oczywiście rozwijała się ona stopniowo. Pierwsze masowe produkcje nowofalowych piw zaczęły się w połowie lat osiemdziesiątych, a prawdziwy boom nastąpił na początku XXI wieku.

W Polsce sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Wszystko rozpoczęło się dopiero sześć lat temu. To właśnie browar Pinta w 2011 roku uwarzył piwo w stylu India Pale Ale na amerykańskich chmielach, które ukazało się pod nazwą Atak Chmielu. Od tego czasu polscy blogerzy umownie przyjmują, że w kraju nad Wisłą piwna rewolucja stała się faktem. Już po trzech latach w roku 2014 i 2015 mamy prawdziwy wysyp różnego rodzaju browarów rzemieślniczych i kontraktowych pojawiających się w prawie całej Polsce. Praktycznie każdy piwny styl jest warzony przez nasze browary. Pojawiają się piwa uznawane za ekskluzywne, trudne do uwarzenia, limitowane edycje, leżakowane w beczkach i eksperymentalne. W przeciągu pięciu lat przebyliśmy drogę, która amerykanom zajęła czterdzieści lat. Nasi entuzjaści nowofalowego piwowarstwa w przeciągu dosłownie kilku miesięcy potrafią ze zwykłych piwoszy stać się wysublimowanymi znawcami poszczególnych piwnych stylów, smakoszami niecodziennych piwnych dodatków i koneserami RISów, w szczególności leżakowanych w beczkach po bourbonach. Dorobiliśmy się już kilku zapierających dech w piersiach sztosów i mamy najbardziej znanego piwnego blogera na świecie.

Cały świat patrzy na nas z zachwytem, jesteśmy po prostu nie do zatrzymania. Na zagranicznych festiwalach odnosimy wiele sukcesów. Niestety wydaje mi się, że coraz mniej warzymy piw. Jak pisałem we wstępie zdecydowana większość pojawiających się w ostatnim czasie nowości to właśnie piwa z dodatkami. Ok, od czasu do czasu fajnie jest sięgnąć po piwo dajmy na to z sokiem owocowym, ale sytuacja staje się powoli dziwaczna. Swego czasu śmiano się z osób, które piją piwo z sokiem, a teraz staje się to normą. Domyślam się, że tą sytuację nie zawdzięczamy piwowarom a konsumentom, którzy po takie trunki chętnie sięgają. Trzeba też pamiętać, że jest też masa beer geeków, którzy nie piją dwa razy tego samego piwa. Okazuje się, że spora część osób może zapomnieć jak smakuje piwo, odzwyczaić się od niego, ponieważ w wielu wypadkach niestety jest tak, że używane dodatki przykrywają kompletnie wszystkie tradycyjne pochodzące od słodu, chmielu, aromaty i całkowicie zdominują także smak samego trunku.

Nieodparcie ciśnie mi się na usta pytanie. Dokąd zmierzasz piwna rewolucjo? Jedyne słuszne rozwiązanie w zaistniałej sytuacji to rozpoczęcie akcji na rzecz walki z dodatkami pod nazwą Raw Craft Beer. Tego typu informacja na butelce jednoznacznie informowałaby konsumenta, że ma odczynienia z produktem bez dodatków. Po prostu woda, słód, chmiel i drożdże.

Artur Molenda

About Artur Molenda

Jestem założycielem serwisu polskicraft.pl, piwowarem domowym i członkiem PSPD. Pisuję głównie newsy i felietony, od czasu do czasu piwne recenzje. Jestem wielkim fanem najlepszych na świecie polskich piw rzemieślniczych. Moja pasja to muzyka (rock,metal) i sport.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *